W 2002 roku Nagrodę Nobla z ekonomii otrzymał psycholog, Daniel Kahneman. Pokazał coś, co zaskoczyło ekonomistów: człowiek wcale nie podejmuje decyzji tak racjonalnie, jak sądzono. Bardzo często kierujemy się emocjami, skrótami myślowymi i lękiem przed stratą.
Kiedy pierwszy raz o tym przeczytałam, pomyślałam, że to nie dotyczy tylko pieniędzy. Dotyczy także pracy. Ile decyzji podjęłam dlatego, że czegoś naprawdę chciałam, a ile dlatego, że bałam się coś stracić?
Gdy rozmawiam z ludźmi o zmianie pracy, rzadko słyszę: „Zostaję, bo ta praca daje mi ogromną satysfakcję”. Częściej: „Mam kredyt”, „Mam już swoje lata”, „A jeśli nie znajdę nic lepszego?”.
To ważne pytania. Nie namawiam nikogo, żeby pod wpływem emocji rzucał pracę. Ale jest ogromna różnica między rozsądkiem a lękiem.
Rozsądek czy lęk?
Rozsądek mówi: „Przygotuj się”. Lęk mówi: „Nie ruszaj się”.
Rozsądek podpowiada: „Odłóż poduszkę finansową”. Lęk: „Nigdy nie będzie dobrego momentu”.
Rozsądek zachęca: „Sprawdź rynek”. Lęk szepcze: „Po co? I tak ci się nie uda”.
Problem w tym, że lęk rzadko przedstawia się jako lęk. Częściej przebiera się za rozsądek. Mówi: „Poczekaj jeszcze kilka miesięcy”, „Najpierw spłać kredyt”, „Najpierw skończ jeszcze jeden kurs”.
Nie ma nic złego w przygotowaniu do zmiany. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy to „jeszcze nie teraz” powtarzamy przez pięć, dziesięć albo piętnaście lat. Praca ta sama, szef ten sam, zmęczenie też. Zmienił się tylko kalendarz.
Dlaczego tak się dzieje? Widzę trzy mechanizmy.
Przyzwyczajenie: normalne nie znaczy dobre
Pamiętasz swój pierwszy dzień w obecnej pracy? Wszystko było nowe, każda procedura wymagała uwagi. A potem mijają lata i większość rzeczy robimy automatycznie.
Człowiek przyzwyczaja się nie tylko do dobrych rzeczy. Przyzwyczaja się też do pośpiechu, napiętej atmosfery, szefa, który nigdy nie mówi „dziękuję”, i do bólu brzucha w niedzielny wieczór na myśl o poniedziałku.
Przyzwyczajenie działa po cichu, tydzień po tygodniu. Niczego nie ocenia. Sprawia tylko, że przestajemy zauważać. Dlatego warto czasem zapytać: czy to, że coś stało się dla mnie normalne, oznacza, że jest dla mnie dobre?
Tożsamość: „jestem” zamiast „pracuję jako”
Zapytani, czym się zajmujemy, nie mówimy „pracuję jako księgowa”. Mówimy „jestem księgową”. Nie „pracuję w banku”, tylko „jestem z banku”. Z czasem zawód staje się częścią odpowiedzi na pytanie: kim jestem?
Dlatego zmiana pracy bywa tak trudna. Często nie boimy się utraty stanowiska, tylko utraty odpowiedzi na pytanie, kim będziemy, jeśli odejdziemy.
Mężczyzna, który po ponad dwudziestu latach sam odszedł z firmy, powiedział mi: „Najbardziej nie brakowało mi pensji. Brakowało mi tego, że przez dwadzieścia lat wiedziałem, kim jestem”.
Do tego dochodzi trudne doświadczenie bycia znowu początkującym. Ktoś, kto latami był ekspertem, w nowym miejscu nie wie nawet, gdzie stoi ekspres do kawy. Wiele osób zostaje nie dlatego, że to najlepsze miejsce, ale dlatego, że tam czują się kimś.
A przecież nie jesteśmy swoim zawodem. Doświadczenie, umiejętności i sposób myślenia zostają z nami. Zmienia się tylko miejsce, w którym z nich korzystamy. Pracę można zmienić. Własnej wartości nikt nam nie odbierze.
Koszty utopione: przeszłość decyduje o przyszłości
Wyobraź sobie, że kupujesz bilet do kina. Po dwudziestu minutach wiesz, że film jest fatalny. Zostajesz do końca, bo „przecież zapłaciłeś”? Tych pieniędzy i tak nie odzyskasz. Jedyna prawdziwa decyzja brzmi: czy chcę poświęcić na ten film kolejne dwie godziny życia?
Ten sam mechanizm działa w pracy: „Jestem tu piętnaście lat, szkoda to zostawić”. Ale czy piętnaście przepracowanych lat to wystarczający powód, żeby przepracować kolejne piętnaście?
Pewnego mężczyznę, który mówił „już tyle tu wytrzymałem, że głupio byłoby odejść”, zapytałam: „Gdybyś zaczynał dziś od zera, z całym swoim doświadczeniem, wybrałbyś tę firmę jeszcze raz?”. Odpowiedział bez zastanowienia: „Nigdy”.
Odejście nie oznacza, że poprzednie lata były pomyłką. Doświadczenie nie należy do pracodawcy, tylko do człowieka. Tamte lata nie były stracone. Stały się fundamentem.
Bezpieczeństwo: miejsce czy umiejętność?
Mówimy „bezpieczna praca”, „bezpieczny etat”. Ale bezpieczeństwo to nie tylko fakt. To przede wszystkim poczucie.
Ktoś może mieć stały etat od dwudziestu lat i codziennie budzić się w lęku przed reorganizacją. Ktoś inny prowadzi firmę, nie wie, ile zarobi za trzy miesiące, a śpi spokojnie, bo ufa swoim kompetencjom.
Ostatnie lata pokazały, jak kruche jest bezpieczeństwo oparte wyłącznie na nazwie pracodawcy. Pandemia, kryzysy, rozwój sztucznej inteligencji, zwolnienia w największych światowych koncernach. Wystarczy jedna decyzja zarządu.
Prawdziwe bezpieczeństwo nie polega na tym, że nic się nie zmieni. Polega na przekonaniu, że poradzę sobie, gdy zmieni się świat wokół mnie. Wtedy bezpieczeństwo przestaje być adresem firmy. Staje się cechą człowieka.
Dlaczego mózg wybiera to, co znane
Mózg to niewielki procent masy ciała, a zużywa około jednej piątej energii organizmu. Dlatego nieustannie oszczędza: tworzy nawyki i automatyzuje zachowania. Każda zmiana (nowi ludzie, procedury, przełożony) to dla niego kosztowna operacja.
Kahneman pokazał też, że mózg nie nagradza nas za wybór tego, co lepsze, tylko tego, co przewidywalne. Nowej pracy boimy się, bo nie wiemy, jaka będzie. Obecnej się nie boimy, bo dokładnie wiemy, jaka jest. Nawet jeśli nas unieszczęśliwia.
Łatwo wyobrażamy sobie wszystko, co może pójść źle po zmianie. Rzadko liczymy koszty pozostania: kolejny rok bez rozwoju, kolejny rok narzekania, kolejny rok „jeszcze nie teraz”.
„Jeszcze rok”: plan czy czekanie?
„Jeszcze rok” bywa rozsądne, jeśli ma cel: odłożyć pieniądze, skończyć kurs, zdobyć certyfikat. Wtedy to element planu. Gorzej, gdy ten rok nie ma ani daty, ani celu, ani działań, a po nim znowu mówimy to samo.
Rozsądek wykorzystuje czas czekania, żeby budować możliwości. Lęk wykorzystuje go, żeby wszystko zostało po staremu. Rozsądek pyta: „Jak mogę ograniczyć ryzyko?”. Lęk pyta: „Jak uniknąć jakiegokolwiek ryzyka?”. A ryzyka nie da się usunąć ani przy odejściu, ani przy pozostaniu.
Lęk ma jeszcze jedną cechę: przesuwa granicę gotowości. Gdy odłożymy pieniądze, mówi, że za mało. Gdy skończymy kurs, że jeden certyfikat to nic.
Najlepszym testem jest działanie. Nie musi to być wypowiedzenie. Wystarczy rozmowa z kimś z interesującej nas branży, przejrzenie dziesięciu ofert albo policzenie kosztów kilku miesięcy bez pracy. Fakty zabierają lękowi miejsce na czarne scenariusze.
Jeśli mówisz sobie „jeszcze rok”, zapytaj: jaką kwotę odłożę? Czego się nauczę? Z iloma osobami porozmawiam? Po czym poznam, że jestem gotowy? Jeśli umiesz odpowiedzieć konkretnie, masz plan. Jeśli odpowiedź brzmi „zobaczę, jak będzie”, kolejny rok będzie pewnie kolejnym rozdziałem tej samej historii.
Pytanie na koniec
Nie każdy powinien zmienić pracę. Czasem najlepszą decyzją jest zostać, naprawić relacje, porozmawiać z przełożonym albo odzyskać wpływ tam, gdzie jesteśmy. Ale nawet pozostanie może być świadomą decyzją albo bezwładnością.
Brak decyzji też jest decyzją. Pozostanie ma swoją cenę, tylko nie dostajemy za nią rachunku na biurko. Płacimy po cichu, kolejnymi latami.
Dlatego zostawiam Cię z jednym pytaniem: jeśli za pięć lat nadal będziesz w tym samym miejscu, czy będzie to wynik świadomej decyzji, czy kolejnych lat mówienia sobie „jeszcze nie teraz”?
Nie życzę Ci odwagi do pochopnych decyzji. Życzę Ci mądrości do decyzji świadomych.
Ewa Guzikowska
🎧 Ten artykuł powstał na podstawie audycji „Człowiek w biznesie” w Radiu Na Horyzoncie. Posłuchaj odcinka „Dlaczego zostajemy w pracy, której nie lubimy?” na Spotify